NUMER 2010-28
W strugach deszczu

Mieszkańcy New Ross i okolic na JFK Dunbrody Festival czekali przez cały rok. Wzorem lat poprzednich, to na co dzień spokojne miasteczko miało znów na kilka dni stać się centrum rozrywki dla dzieci, młodzieży, dorosłych – jednym słowem: dla wszystkich. Bogaty program imprez, zaplanowanych w ramach festiwalu, niemal gwarantował świetną zabawę. Niestety, gorącą atmosferę ostudziła kapryśna aura…

JFK Dunbrody Festival, doroczna kilkudniowa impreza, organizowana w New Ross (hrabstwo Wexford), na stałe wpisał się w kalendarz letnich wydarzeń w regionie. Na ten festiwal przygotowało się całe New Ross – nawet dekoracje sklepowych witryn nawiązywały do historii miasteczka. W programie festiwalu, trwającego od minionego czwartku do niedzieli, było tyle propozycji, że aby ze wszystkich skorzystać, trzeba było skrupulatnie śledzić kalendarz imprez. A było w czym wybierać: happeningi, koncerty, zabawy dla najmłodszych, pokazy talentów, międzynarodowy jarmark produktów regionalnych, słowem – czego dusza zapragnie. Niestety, padający w weekend deszcz nie pozwolił cieszyć się festiwalem w pełni. Co gorsze, chwilami nie pozwalał cieszyć się nim wcale. Ci, którzy uczestniczyli w imprezach odbywających się w pierwszych dniach festiwalu, mogą czuć się szczęściarzami.



A miało być tak pięknie...

Jan z New Ross nie kryje swojego rozczarowania: „Irlandzka pogoda na irlandzki festiwal. A tak na poważnie, to pogoda popsuła festiwal Dunbrody. Szkoda, bo ten festiwal jest raz w roku i zawsze dzieje się coś ciekawego. Podobnie jak większość osób, chciałem wziąć udział w atrakcjach zapowiedzianych na weekend. W sobotę zdążyłem dosłownie obejść market regionalny, kiedy zaczęło padać. W niedzielę po obiedzie wybraliśmy się z żoną do parku, ale tam się niewiele działo, bo była ulewa. Widzieliśmy tylko garstkę dzieci uczących się żonglerki i występ młodzieżowego zespołu tanecznego – muszą bardzo kochać taniec, jeśli im taki deszcz nie był straszny. Kiedy wracaliśmy, jechała akurat parada starych aut. To już chyba tak na pocieszenie udało nam się zobaczyć”.

Agnieszce, także mieszkance New Ross, humor popsuła nie tyle fatalna pogoda, co fakt, że tuż przed plenerowymi koncertami gwiazd sobotniego wieczoru, czyli zespołów Jedward i Vanilla Ice, dowiedziała się, że wstęp na imprezę jest... płatny: „Płatny wstęp na koncert w miejskim parku? To jakieś nieporozumienie! Kto to wymyślił? Nie pierwszy raz jestem na Dunbrody Festival i nigdy nie musiałam płacić za wejście na taki koncert”.



Nie taki deszcz straszny (przynajmniej dla niektórych)

Małgorzata, która przyjechała na wakacje do znajomych mieszkających w Waterfordzie, nie narzeka: „Trafiłam na ten festiwal przypadkiem, nie miałam żadnych oczekiwań, więc cieszę się, że mimo takiej ponurej pogody, w ogóle coś się tu dzieje. Na rynku regionalnym kupiłam kilka pamiątek dla rodziny, widziałam też wystawę rękodzieła ludowego. Nie ma co narzekać. Szkoda organizatorów, bo pewnie włożyli w ten festiwal dużo pieniędzy”.

Jedną z propozycji na niedzielne popołudnie był wspólny spacer śladami historii New Ross. Jenny Nuttall, przewodniczka z New Ross Historical Society, z pasją opowiadała o najciekawszych miejscach w mieście i historii New Ross. Grupa miała okazję na przykład dowiedzieć się o tym, jak na przestrzeni wieków zmieniało się miasto oraz posłuchać fascynujących opowieści związanych z St. Mary's Church. Jak przyznała przewodniczka, Polacy sporadycznie …

Monika Gracz

Czytaj więcej na łamach :



miejsce na Twoją reklamę...